|
Untitled Document
Marta Dzido "Ślad po mamie"
Nic tak nie bulwersuje Polaków jak aborcja, nawet nie parady homoseksualistów, nie lustracja ani dekomunizacja, tylko właśnią aborcja. Przestrzega przed nią premier, biskup, i pani wychowawczyni. O aborcji z zasady się w Polsce milczy, nieliczne tylko publikacje opowiadały bardziej historię ruchów pro choice niż zwykłą historie zwykłych kobiet. Mimo hucznych deklaracji wyzwolonych aktorek, piosenkarek, prezenterek telewizyjnych oraz różnych akcji w stylu T-shirt dla wolności, nikt nie pokusił się na inne niż statystyczno-socjologiczne ujęcie sprawy. Ponadto system, w którym żyjemy wtłoczył do naszego myślenia system kategorii: dobro, zło, zbawienie, grzech itd. Współczesny dyskurs społeczny uparcie oscyluje wokół właśnie tych, mocno już zużytych i głęboko niewystarczających, opozycji. Wreszcie, Marta Dzido odważyła się poruszyć temat aborcji ujmując go w zupełnie inny, a przede wszystkim niesystemowy sposób.
"Ślad po mamie" wbrew medialnym sloganom nie jest książką o p r o b l e m i e samej aborcji. Ta pozornie prosta historia dotykająca kontrowersyjnego tematu jest tak naprawdę opowieścią o trudnym i bardzo bolesnym dojrzewaniu. Usunięcie ciąży występuje w historii Ani jako pewna symboliczna granica, po przekroczeniu której jest już tylko gorzej.
Scenariusz i punkt wyjścia znamy aż nadto dobrze: oboje maturzyści, brak antykoncepcji, wypadek, natychmiastowa ucieczka lub, jak kto woli, rozstanie. I kłopot, dramatycznie wielki kłopot. Marta Dzido sugestywnie opisuje emocje bohaterki, nie sili się na kreślenie jakiejś idealnej, dzielnej sylwetki. Ania jest, co typowe dla bohaterek książek Dzido, zwyczajna, nie ukrywa, że wcale nie jest odważna. Autorka stawia obok opowiadanej historii bardzo ważne, ale zarazem właściwie do tej pory nieobecne w dyskursie pytanie: jak żyje się po aborcji? Bohaterka nie zmaga się ani ze specjalnymi dylematami etycznymi, ani nawet z przemocą symboliczną, Ania próbuje normalnie funkcjonować, zapomnieć o nieodpowiedzialnym chłopaku, uciec przed samotnością, potem przed narkotykami; bezskutecznie. Dobro, zło, wolność, potępienie są na szczęście nieobecne w tej krótkiej powieści, lepiej niech zajmą się nimi specjaliści: księża, politycy PiS albo feministki. Czytelnika interesuje i, myślę, porusza coś zupełnie innego: bolesny autentyzm historii, żadnej fantastyki, papierowego bohaterstwa czy wydumanych ideologicznie deklaracji. Zamiast tego pojawia się zagubienie, chaos, zwykły strach. Nie ma chyba nikogo, kto nie przeżywałby kiedyś, podobnie jak Ania, skrajnego upokorzenia, samotności, braku wsparcia w rodzinie czy utraty bliskiej osoby. Aborcja, myślę, jest w "Śladzie" pretekstem do pokazania i uwypuklenia emocji, które towarzyszą temu dramatowi. Marta Dzido oddaje tym samym głos kobietom, które nie odnajdują się pośród feministycznych frazesów, politycznych dyskusji, i za to właśnie inteligentne, bo nie nasuwające wniosków, zaangażowanie należą się autorce największe brawa. Poprzez historię Ani, Dzido pokazuje, że ofiarami współczesnej głuchej kultury są przede wszystkim "zwykłe" kobiety. Ucieczka przed systemowymi kategoriami ujawnia się także w braku moralizatorstwa mimo, że przez powieść przewijają się postacie znaczące np. ciotka katoliczka, konserwatywna pani ginekolog. Oczywistych aluzji i wniosków na szczęście nie znajdziemy. Marta Dzido tak, jak w "Małżu", przedstawia niedostatecznie zauważane do tej pory aspekty problemu, lekceważone emocje, stawia bolesne znaki zapytania, ale przy tym niczego nie sugeruje; bardzo dobrze.
Jeszcze nie tak dawno za aborcję ścinano, wtrącano na długie lata do więzienia, a lekarzom odbierano prawo wykonywania zawodu. Zawsze więc był to temat tabu, od czasu do czasu przez kogoś spektakularnie, i tylko na chwilę przełamywany. Po wielu medialnych akcjach, głośnych kaming ałtach jak w przypadku Whoopie Goldberg i Catherine Deneuve, przychodziła cisza i tragedia tych kobiet, które nie są wystarczająco sławne lub silne, by móc otwarcie o tym mówić. Zwykłe kobiety, które poddały się aborcji są wciąż wytykane palcami, potępiane, ale nade wszystko są pozostawione same sobie, niezrozumiane. Książka Marty Dzido niestety prawa do wolności wyboru dla kobiet nie zmieni, ale na pewno skieruje uwagę na emocje, które towarzyszą tej ekstremalnej sytuacji, co może ( ? ) choć odrobinę poprawi sytuację. Na to liczę.
Próbowałem z marnym skutkiem znaleźć jakąś choćby jedną wadę tej książki, jedynym zarzutem może być tylko to, że jest za krótka.
|