|
J. Krasnowolski
|
J. Krasnowolski "Klatka" Książka jest zbiorem niepowiązanych ze sobą fabularnie, choć utrzymanych w boleśnie jednolitym tonie, epizodów. Jak przystało na nową, polską literaturę - pewnych motywów nie mogło zabraknąć i choć od wydania "Wojny polsko-ruskiej" minęło pięć lat, to nie ma wątpliwości, że odkryte przez Masłowską literackie żerowiska, będą nadal nawiedzane przez licznych epigonów. Wśród bohaterów mamy więc "gówniarza, dresa, punka, japiszona", wśród motywów "używki, seks, przemoc, wulgaryzmy, underground" (to nie żart - cytuję komentarz wydawcy, który dość rozsądnie uznał, że jedyne co może pomóc w sprzedaży tej książki, to taka właśnie rozpaczliwa promocja). Postaci skonstruowane są topornie, poprzez odwołanie od wytartych klisz, które ograniczają potencjalny rys psychologiczny do kilku, przewidywalnych w danym kontekście, przymiotników. Intelektualista musi być chudym okularnikiem rozmawiającym o Heglu, aktorka porno musi być wyuzdana, dres musi brać koks etc. Autor nie dołożył żadnych starań do tego by stworzyć postaci z krwi i kości, na miarę Silnego z "Wojny..." Sposób myślenia i postępowania bohaterów jest generalnie, w każdym z przypadków, taki sam - na pokaz nihilistyczny. Ponadto autor nie pokusił się o próbę skonstruowania charakterystycznego dla zaprezentowanych postaci języka. Są jednak powody by sądzić, że literatura ta nie jest wcale tak "młoda" jak sugerowała by to data wydania. Krasnowolski usiłuje kreślić przed oczami czytelnika postmodernistyczny świat przewartościowanych, poza-moralnych wartości, a tak naprawdę za całym tekstem stoi twarda, podszyta dydaktyzmem, anachroniczna moralistyka, która nie pozostawia cienia wątpliwości co do tego, jak mamy oceniać poczynania bohaterów. Pozostaje jeszcze sprawa "sampli z popkultury" - kolejnego sloganu, którym wydawca stara się pozyskać czytelników we wspomnianym komentarzu. Książka ta, siląc się na intertekstualność, pozostaje mielonką z cytatów i jak każda mielonka składa się z dość przypadkowych składników począwszy od Wojaka Szwejka na Pulp Fiction skończywszy. Użyte motywy, jak i sylwetki postaci robią wrażenie zużytych i wyświechtanych, nieprzyjemne uczucie, że "już to gdzieś widziałem" lub, co gorsze "wiem jak to się skończy" towarzyszy bardzo często lekturze tej pozycji. Reasumując - "Klatka" to wykastrowana "Wojna Polsko-ruska". Wydaje się, że Krasnowolski próbował skomponować książkę z wątków skazanych na sukces, lecz jak się okazało, to nie wątki, a umiejętność manipulacji nimi czynią literaturę wartościową. Tak Masłowska, jak choćby Irivine Welsh pokazują, że da się z polotem odmalowywać zjawiska z pogranicza patologii, Krasnowolski pokazuje, że da się to również zupełnie "skopać". Okazało się że nawet epatować, trzeba umieć, bo w przypadku powyższej pozycji nawet epatowanie jest epatowaniem na pół gwizdka.
|
| zaproszenia ślubne : dr nona : kawa : stoły : tłumaczenie kraków | |